Początki tosza dnia 23 lutego 2007 02:52 po południu
Moje podejście
Wstęp
Na ostatnim roku studiów zacząłem się zastanawiać, co dalej… Miałem wykształcenie pedagogiczne i wykształconą wielką niechęć do nauczania. Ciągle kołatała mi się w głowie największa klątwa mojego ojca: „obyś cudze dzieci uczył”. Przez długi czas w młodości nie rozumiałem, co w tym takiego strasznego. Jednak po kilku latach własnych doświadczeń dotarło do mnie, jak niewdzięcznym zawodem jest nauczanie. Nie bawiło mnie ani zwalczanie analfabetyzmu, ani nie bawiła praca z ludźmi, którzy szczerze chcieli się uczyć.
Zacząłem myśleć nad czymś innym. Od zawsze miałem niechęć do „normalnych” warunków pracy:
- przestrzenie biurowe,
- sztywne godziny pracy,
- sztywna płaca,
- ciągle to samo,
- krótki urlop,
- wysokie koszty pracy,
- szefostwo,
to wszystko nie było dla mnie.
Okazja, do spróbowania czegoś innego, sama się nadarzyła. Znajomy chciał przetłumaczyć sklep internetowy, inny potrzebował tłumacza ustnego na spotkanie z klientem. Obydwa wydarzenia zbiegły się w czasie.
Wcale nie poszło idealnie, bo nie miało szans — zwłaszcza to drugie, ale najbardziej cieszę się z tego, że odważyłem się podjąć ryzyko. Bo z perspektywy czasu widzę, że było warto.
Potem zacząłem szukać w okolicy szkoły, gdzie pokazano by mi, czym się je zupę tłumaczeniową. W Sosnowcu znalazłem Centrum Szkoleń Tłumaczeniowych. I jak się okazuje, to był świetny wybór. Nie powiem, że nauczyli mnie tłumaczyć, ale pokazali, jak to ugryźć i umożliwili nawiązanie pierwszych „znajomości branżowych”.
Podczas tych „studiów” zacząłem wysyłać pierwsze CV. Szło opornie jak jasna cholera. Przez kilka długich tygodni miałem zero odzewu. Nikt nie odpowiedział na żadne moje zgłoszenie, a wysłałem ich w tym czasie ok. 50. To był już moment, kiedy byłem strasznie zdeterminowany i wiedziałem, że nie chcę robić nic innego, tylko właśnie na przekór wszystkiemu będę freelancerem.
Przyszła pierwsza odpowiedź wraz z tłumaczeniem testowym. Odesłałem w ciągu 4 godzin. Odpowiedź negatywna — 12 błędów mnie dyskwalifikuje. Nie otrzymałem też rozpiski błędów, co jeszcze bardziej mnie zdenerwowało, bo nie dano mi żadnych szans na nauczenie się czegokolwiek na własnych błędach. Podejrzenia, że wszystko było ok, tylko oni wybrzydzali nie brałem nawet pod uwagę, bo było idiotyczne.
Potem już było tylko coraz łatwiej i coraz trudniej jednocześnie. Po co ten przydługi wstęp? Żeby zaznaczyć kilka spraw, o których będę pisał w początkowych notatkach:
- kim trzeba być, żeby tłumaczyć?
- kiedy zaczynać?
- skąd pierwsze zlecenia?
- co umieć?
I żeby pokazać, że można zacząć od zera i wszystkiego nauczyć się samemu.