O próbkach już wspominałem kiedyś tutaj.

Do tłumaczeń testowych, próbek zawsze się przykładamy, to fakt. Niemniej jednak jakkolwiek byśmy się nie przykładali to niekiedy może coś pójść nie tak. Spójrzmy prwdzie w oczy - każdy popełnia błędy; od tych trudnych do wychwycenia samemu, do tak karygodnych jak niewłączenie spellchecka (i to też się może stać). Zdarza się i już. A kiedy zdarzy się to w próbce, to nie jest ciekawie. Wystawiamy sobie parszywą opinię - tłumacz, który nie przyłożył się do tysiącznakowej próbki = tandeciarz i od tej opinii u danego klienta może nie być już ucieczki. Klient, dla którego przesłaliśmy marną próbkę, nas nie zatrudni koniec i kropka. Skoro “nie zależy” nam na jakości przy krótkiej próbce, która ma być naszą wizytówką dla danego klienta, to pewnie nie będzie nam zależeć też przy zleceniu. Krótka piłka.

Aby na pewno?

Continue Reading »