RSS wpisy lub komentarze

Uncategorized & Początki & Klienci & Organizacyjne tosza dnia 02 listopada 2008 03:28 przed południem

Dekalog freelancera

Mam swój szacunek do serwisu Goldenline i po kilkunastu miesiącach bytności tam, stwierdzam, że jest on przydatny i pojawianie się tam daje wymierne korzyści ogólnozawodowe. Jedna z nich było natknięcie się na Dekalog freelancera autorstwa Michała Gałubińskiego. Poniżej przytaczam Dekalog w formie oryginalnej i, w niektórych punktach, przypisami dostosowującymi go do poletka tłumaczy/korektorów.

  1. Nie będziesz brał zleceń od niepoważnych osób (dzieci, osób prywatnych mających genialne pomysły, konkurentów i pseudo agencji), sprawdzisz wiarygodność klienta - jeśli ogłasza się na serwisach typu “zlecenia przez net” spluniesz 3x przez ramie i zakopiesz maila w przepastnym koszu freelancera.


    Uzupełnię: nie będziesz brał zleceń od niepoważnych osób, nawet gdy z góry zapłacą 100% wynagrodzenia. Takie zlecenia potrafią się mścić. “Klienci” potrafią robić problemy i czepiać się przez długi czas po oddaniu pracy; marudzić i mędzić, godzinami zadając pytania i przywołując tłumaczenia z translatora, które według nich są lepsze i dopytując się, czemu przetłumaczyłem inaczej. Można się zabezpieczyć klauzulami w umowie typu “Poprawki, zmiany, korekty są wprowadzane do 10 dni od dnia oddania działa”, ale też nie daje to pełni bezpieczeństwa, bo gdy klient upierdliwy, to może zacząć robić koło pióra, a po jakiego gwinta nam to potrzebne? Nie bierzemy i koniec.

  2. Podpiszesz zawsze umowę ze sprecyzowanymi warunkami działania obu stron, nie dasz się skusić złemu - słowa “prosty, szybki projekt” zadziałają na ciebie jak mróz na jaja. Nie przystąpisz do pracy bez podpisu i szczegółowych ustaleń i warunków pracy.


    Tu mi się kojarzy trójkąt wymagań: szybko, dobrze, tanio. Nie da się tak - tylko 2 z tych 3 przysłówków można zaimplementować w działaniu, trzeci juz jest bezwzględnie rugowany. A umowa to rzecz święta. Czasami jednak się nie da fizycznie otrzymać drukowanej, podpisanej umowy, bo robota jest na jutro. Takie zlecenia bierzemy tylko od bardzo sprawdzonych klientów, którzy płacą jak w zegarku i nigdy nie robili problemu, w innych wypadkach wypinamy się i oszczędzamy sobie czasu i nerwów.

  3. Brief twym słownikiem, biblią wręcz w rozmowie z klientem będzie.


    Nie dajemy sobie wchodzić na głowę. Robimy wszystko, co do nas należy i ani grama mniej ani więcej (o ile nie dostaniemy wyższej stawki i czas nam na to pozwala). Jesteśmy profesjonalni zawsze i wszędzie oraz wymagamy tego od drugiej strony; więc tłumaczenie to tłumaczenie, a nie tłumaczenie z konwersją z i eksportem do PDF. I ma to być w umowie.

  4. Pamiętaj że im mniejszy budżet projektu tym więcej problemów - albo klient nie zna cen za takową usługę i oznacza to że nie zna się, co dla ciebie jest gwarantem nieskończonej liczby zmian; albo jest cwany, co na twą głowę - w końcowym etapie - zwali niebo lub cały nieboskłon pobożnych życzeń klienta próbującego wyciągnąć od ciebie coraz więcej i więcej.


    Prawda, prawda. Dlatego też jestem zwolennikiem współpracy z biurami, a nie z klientami bezpośrednimi. Biuro rozumie, że strona tłumaczenia to określona liczba znaków, a nie mityczna “strona A4″. Biuro rozumie, że dzienna wydajność tłumacza jest skończona, a nawet ograniczona tym, że musi spać, jeść, a nawet niekiedy wystawić się na działanie promieniowania słonecznego. Biuro zna przyzwoite stawki, co oczywiście nie oznacza, że je oferuje; ale na widok określonej kwoty z większym wdziękiem parsknie i pójdzie szukać dalej. Biuro przygotuje, a przynajmniej niekiedy będzie się starać przygotować pliki do tłumaczenia, a nie prześle zeskanowanego listu od cioci Fredzi, zazwyczaj.

  5. Niech cię nie zwiedzie “niekomercyjność” projektu - projekt na 99% komercyjny jest, lecz autor ma zbyt małe dochody z niego lub co gorsza cwaniakiem jest. Pamiętaj że kto nie jest w stanie zainwestować w swój własny biznes, wiarygodną osobą być nie może.


    Pro publico bono można pracować z nudów albo dla idei; należy jak mrozu na jajkach unikać prac pro publico bono dla zdobywania doświadczenia.

  6. Każdy etap pracy dokumentuj i zbieraj akceptacje na piśmie. Za późniejsze zmiany każ płacić, abyś nie został utopiony zmianami zwanymi podstępnie przez klienta twego “poprawkami”.
  7. Nie używaj słowa poprawka, obcy niech ci będzie wyraz ten - chyba żeś naprawdę popełnił błąd.


    Do błędów się przyznajemy. Do błędów, które są błędami, a nie kaprysami. Do błędów jasno wytkniętych, a nie “bo Pani Krysia z marketingu mówi, że tekst jest słaby”; niech Pani Krysia zaznaczy kilka najbardziej ją rażących błędów i powie, co jej nie pasuje. Zazwyczaj prośba o przesłanie zestawienia błędów skutkuje ich magicznym zniknięciem. A jeśli zestawienie się pojawia, to zakasujemy rękawy i przyglądamy się tym “błędom” lub błędom i jeśli są to błędy, a nie “błędy” to poprawiamy i posypujemy głowę popiołem. Tylko wtedy, a może się i czegoś nauczymy jeszcze od Pani Krysi.

  8. Błędy bierz na kark swój bez lęku, lecz nie płaszcz się abyś wzgardy klienta się nie doczekał, stój z podniesionym czołem. O problemach mów z wyprzedzeniem, deadline nieprzekraczalny jest lecz wieść z prośbą o przesunięcie powiedziana wprzód o wiele lepszy efekt ci przyniesie.


    Przekraczasz deadline’y jesteś tandeciarz i marnizna. Skoro nie potrafisz określić swojej wydajności, skoro nie zapoznajesz się z tekstem przed przyjęciem go, a potem on Cię przerasta, to zapraszam do zmiany zawodu, bo w tym nie masz czego szukać. No.

  9. Przystawaj na zmiany w koncepcji twojej tylko wtedy gdyś do nich jest przekonany - jeśliś nie, nie pozwól klientowi siebie samego krzywdzić, decyzja taka zemści się za czas jakiś na tobie, gdy produkt twych rąk ktoś skrytykuje.
  10. Nie bój się odstąpić od projektu, nie podpisuj wszystkich prac imieniem swoim - bacz aby jakość była zacna.


    Odstąpić tylko przed przystąpieniem, a nie w trakcie. Trzeba się zawczasu nauczyć oceniać swoje możliwości i umiejętności. Nie da się wszystkiego, zawsze robić dobrze, bo nie po to się specjalizuje w jakiejś dziedzinie, żeby brać wszystko, jak leci.

Śledzenie wpisu

Wpisz komentarz